Kiedy za pierwszy raz otworzyłem drzwi do swojej nowej mieszkania, nie spodziewałem się, że najtrudniejszym zadaniem będzie wybór koloru na ściany. Nie chodziło o żadne skomplikowane podejście do designu – po prostu nie mogłem znaleźć czegoś, co byłoby „normalne” i jednocześnie zaskakujące. Zatrzymałem się przy pomarańczowej kuchni, która w końcu wydawała się… naturalna. Jak to się stało? Aby to wyjaśnić, zaczął się od jednej książki o kolorach w przestrzeniach domowych i jednego zdjęcia z polskiej firmy z Krakowa. Była to firma, której historia nie była tylko o produkcji mebli, ale o tym, jak kolor może zmieniać sposób, w jaki ludzie postrzegają swoje domy.
KUTA HOUSE strona nie oferuje tylko stolarki czy drzwi – to miejsce, gdzie decyzje o kolorze są częścią procesu kreacji wnętrza. Odkryłem to przypadkiem podczas poszukiwań materiałów na ścianę w kuchni. Chciało mi się coś niecodziennego – nie czerwonych szafek, ani białych półek po prostu dla ładu. Chciałem mieć coś, co działa jak napis: „to jest mój dom, a nie biuro”. I właśnie tam znalazłem kolekcję, której opis brzmiał: „kolor jak dzień bez szumu”. Nie wiem, czy kiedykolwiek miałem takie wyobrażenie – ale gdy zobaczyłem tę kolorystykę w praktyce, poczułem ulgę.
Kolor jako przypomnienie o cichym szczęściu
Początkowo wydawało się to dziwne: czarny blaty? Jasny różowy stół? Półki w pastelowej zielonej tonacji? Ale gdy po prostu zaczęłam je trzymać razem – wszystko miało sens. Kolor nie chciał być uprzejmy albo neutralny. Chciał być świadomy siebie. Nie chciał naciskać, ale też nie chciał być bez głosu.
To właśnie tam zrozumiałem – wiele mebów ma zbyt wiele „przypisów”: przepis na styl, normy do przestrzeni publicznej czy standardowe palety markowe. A tu było coś innego. KUTA HOUSE pracuje według przekonania: dom nie powinien wyglądać jak wystawa. Powinien wyglądać jak miejscowość, w której ktoś się odnalazł – może nawet nie zawsze wiara w to miejsce, ale zawsze uczucie: „tu mogę być sobą”.
Jak projektowanie robiący trudniejsze decyzje
Ważne było dla mnie zdrowe podejście do rozkładu przestrzeni. W kuchni chodziło o więcej niż funkcjonalność – chodziło o to, aby codzienna podróż do lodówki była urozmaicona. Dlatego pozwoliłem sobie na kilka odchyleń:
- niebieską obudowę pod wiszącym lodówką
- brązowe półki przy ścianie zamiast gładkich szafek
- kolejny element – tablica do zapisywania notatek nad blatem w formie tych małych drewnianych płytek
Nie był to skandal – ale był to moment: kiedy przestajesz szukać „prawidłowego” i startujesz od tego, co działa bez przymusu.
Materiały: nie tylko wygląd
Autorzy KUTA HOUSE dbają o materiał. To nie są proste warstwy plastiku lub tynku. Praca nad drewnem wymaga czasu – a ten czas daje rezultat: powierzchnia żyje nawet przez lata. Odkryłem to za drugim tygodniem użytkowania – drobne śladki uszkodzeń nie tylko „nie psują” obrazu – one przypominają mi: ten blat był używany.
Wybór drewna też miał znaczenie. Nie chciałem nic „lubieżnego” albo naciągane przez producenta: „to drewno z Amazonii i będzie się świecić jak lustra”. Po prostu eleganckie dno, które wygląda dobrze przy naturalnym świetle, a potem – po zmroku – zachowuje ciepło.
Myślę często o tym miejscu teraz
Moja kuchnia rzadko służy tylko do jedzenia. Czasem służy do pracy nad projektem graficznym albo do rozmowy telefonicznej z matką, którą nie widzę od miesiąca. Choćby tylko dlatego, że tu jest jedna fotelka w pastelowym fioletowym barwie i jej podusza ma dziurkę – którą dokończyliśmy wspólnie w sobotę rano.
Bądźmy szczerymi: prawdziwy dom to nie miejsce bez kosztów czy błędów. To miejsce gdzie każdy kolor mówi coś więcej niż słowa.
Niektórzy twierdzą, że dom powinien być „niezauważalny”, żebyś mógł się skupić na życiu. Ja mam inny punkt widzenia. Moja nowa kuchnia mówi mi codziennie: tu jestem wolny przez to, że coś tutaj zostało zaplanowane – i jednak zostawione do mojej interpretacji.